CIAŁO

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

 

[Musimy zadać sobie pytanie: jeśli państwo i struktura polis-miasta są odzwierciedleniem ciała, to co przyjmuje metaforyczną funkcję genitaliów w politycznym ciele? Jakie to genitalia? Innymi słowy, czy polityczne ciało ma płeć? – Elizabeth Grosz, Bodies-Cities, w: Sexuality and Space, ed. Beatriz Colomina, Princeton 2003, s. 262]

 

 

 

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Początek Nowej Huty to wyrównanie ziemi– materialne usunięcie starych śladów i zarazem symboliczny gest na rzecz równości i jednorodności. „Koniec z pasaniem cudzych krów!” (Marian Brandys, Początek opowieści, Warszawa 1952, s. 60). Wiosną 1949 na całej budowie pracuje niespełna stu ludzi, którzy uwierzyli w jej ideę. Ich dłonie dotykają jeszcze żywych ran – kopią wodociągi w ziemi, która przechowuje ciała zakopane nie tak dawno temu. Pamięć plutonów egzekucyjnych zmaterializowana w odkrywanych kościach tylko wzmacnia jednak pragnienie otwarcia przestrzeni i stworzenie jednolitego pola, bez walących się chałup, bez znaków cierpienia. Przestrzeń bez bolesnej przeszłości i bez przeszkód. Miasto-mit umieszczone poza historią.

 

[Stare mury, położone przy placu budowy kombinatu, były pozostałością tych samych fortyfikacji, do których należał wysadzony przed paroma miesiącami w powietrze fort przy drodze krakowskiej. W latach okupacyjnych fort był jedną ze stacji polskiego męczeństwa. Plutony egzekucyjne gestapo rozstrzeliwały pod jego ścianą przywożonych z Krakowa zakładników. (…) Po krwi i łzach, które tu wylano nie został ślad – Marian Brandys, Początek opowieści, Warszawa 1952, s. 70]

 

[Do roku 1950 znajdowałem się w bardzo trudnych warunkach. Moje życie było koszmarem, bo nie miałem swojego domu, rodzina moja znajdowała się w skrajnej nędzy. Ja musiałem przez te lata służyć u bogatych chłopów za pastucha i fornala za mizerne jedzenie i ubranie, a do tego byłem bity i poniewierany – Jerzy Mikułowski Pomorski, Kraków w naszej pamięci, Kraków 1991, s. 282]

 

[Około roku 1789 wszędzie spotyka się metaforyczne obrazy przedstawiające światło rozpraszające ciemności, życie odradzające się w łonie śmierci, świat u jego zarania – Jean Starobinski, 1789: Emblematy rozumu, przeł. Maryna Ochab, Warszawa 1997, s. 21]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

Pierwsze plany, pierwsze wytyczne nowego miasta docierają do budujących w czerwcu. „Plany. Są plany! Nareszcie!” (Marian Brandys, Początek opowieści, Warszawa 1952, s. 83). Za sprawą linijki i cyrkla rodzi się porządek geometrii – ikony rozumu, który ma położyć kres feudalnej różnicy. Plan ma dawać gwarancję jednorodności i zapowiadać przezwyciężenie barier, zakazów i podziałów.

 

[U podstaw jest plan. Bez planu nie ma wzniosłości intencji i wyrazu, nie ma rytmu, bryły ani spójności. Bez planu jest tylko nieznośne dla człowieka doznanie bezkształtności, ubóstwa, chaosu i arbitralności – Le Corbusier, W stronę architektury, przeł. Tomasz Swoboda, Warszawa 2012, s. 100]

 

[Regularna forma prostokąta lub koła umożliwia już to podział na doskonale równe, przylegające do siebie części, już to doskonałą symetrię elementów peryferyjnych, zdominowanych przez wszechwładne centrum: równość w niepodległości lub równość w podległości. Wszystko dzieje się tak, jakby wielkie hasła równości przyrodzonej lub równości wobec prawa znajdowały sobie za sprawą linijki i cyrkla natychmiastowy wyraz przestrzenny. Geometria jest językiem rozumu w świecie znaków. Za pomocą systemu punktów, linii i stałych proporcji ujmuje wszystkie formy w ich stanie pierwotnym – w ich zasadzie. Jakikolwiek nadmiar, jakakolwiek nieregularność wydaje się więc ingerencją Zła – Jean Starobinski, 1789: Emblematy rozumu, przeł. Maryna Ochab, Warszawa 1997, s. 22]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Geometryzacja to fetysz nowoczesności, od formacji wojskowych do tanecznych kroków, od obiektów miejskich po architektoniczne detale. Arytmetyka uporządkowanych kolumn, symetria planu i elewacji to efekt bezgranicznej wiary w świat zaprojektowany według harmonijnych miar.

 

[Z lotu ptaka miasto ma układ niepełnego koła, którego środek znajduje się na Placu Centralnym – Tadeusz Czubała, Nowa Huta. Przewodnik informator, Kraków 1959, s. 52]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Forma sfery to matematyczny, abstrakcyjny symbol perfekcji i kosmicznego porządku wyznaczonego regułami rozumu.

 

[Na pierwszy rzut oka kula jest ciałem w czysto stereometrycznym sensie. Wydaje się, że w swojej formalnej abstrakcji wykracza poza swoją (gramatyczną) płeć żeńską i osiąga znaczenie przekraczające tak partykularne właściwości, jak płeć. To sprawia, że kula wydaje się najwłaściwszą metaforą wszystkiego, co wszechogarniające i niepodzielne – Susanne von Falkenhausen, The Sphere: Reading a gender metaphor in the architecture of modern cults of identity, „Art History” 1997, vol. 20, no. 2, s. 242-243]

 

[…nie ma podziału na dzielnice bogaczy i nędzy robotniczej. Wszyscy ludzie korzystają z wygodnych mieszkań i urządzeń społecznych, cieszą się słońcem i zielenią – Jan Anioła, Huta im. Lenina, Warszawa 1954, s. 37]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Nowohucka geometria funduje więc pierwsze w Polsce miasto bez ciasnych zaułków, ciemnych oficyn i podwórek, miasto luźno rozmieszczonych bloków, światła i powietrza. Plan występuje przeciw ciasnocie, ubóstwu, „uwzględnia potrzeby ludności, ale nie zostawia luzu dla elementów o nieokreślonym charakterze gospodarczym i społecznym” (Jan Józef Szczepański, Robotnicze miasto, „Tygodnik Powszechny” 1952, nr 1-2, s. 3). Planowana architektura to źródło upodmiotowienia (lecz nie odpłciowienia).

 

[Teraz dni tętnią życiem pracujących na pełnych obrotach motorów i mają barwę granatowych kombinezonów, rozlanych młodą dalą po obu stronach drogi. Dźwiga się szaroróżowymi ścianami bloków wielotysięczny ośrodek przemysłowy tam, gdzie lata międzywojenne postawiły granicę między Polską A i B – Kilofem, piórem i sercem. Nowa Huta we wspomnieniach, kronice i reportażu, oprac. Andrzej Albrecht, Krzysztof Strzelecki, Warszawa 1959, s. 10]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Nowohucka geometria to zajęcie przestrzeni i ustanowienie miasta-szkieletu, monumentalnej skorupy, formującej strukturę społeczną. Zajęcie przestrzeni to początek oczyszczania jej z dawnych pozostałości, chaosu zróżnicowania i gest inicjalny dla porządkowania. Porządek to utrzymywanie na dystans sił chaosu, to ochrona przed ambiwalencją i niebezpieczną wielością.

 

[Miasto, którego etymologia podsuwa nam związek z „miejscem”, z obszarem ograniczonym, obrysowanym i otoczonym (np. murem obronnym czy łańcuchem przedmieść), a więc oddzielonym od innych miejsc, jest punktem, wokół którego krystalizuje się przestrzeń – Tadeusz Sławek, Akro/nekro/polis: wyobrażenia miejskiej przestrzeni, w: Pisanie miasta, czytanie miasta, red. A. Zeidler-Janiszewska, Poznań 1997, s. 13]

 

[Istnieje więc dobra zasada, która stworzyła porządek, światło i mężczyznę i zasada zła, która daje chaos, ciemność i kobietę – Simone de Beauvoir, Druga płeć, przeł. Gabriela Mycielska, Maria Leśniewska, Warszawa 2014, s. 7]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Monumentalna skorupa Nowej Huty ma eksponować symbolikę nowego życia – serce kombinatu: halę wielkich pieców hutniczych.

 

[Zgodnie z programem, Centrum (Administracyjne) składa się z dwu bloków symetrycznie ustawionych w stosunku do magistrali dojazdowej z miasta do Kombinatu. […] Zamiast środka budynku, umieszczono po boku niskie zabudowy dla kontroli przepływu ruchu pieszego. Uzyskano dzięki temu nieskrępowany, szeroki widok na hale i kominy stalowni – Tadeusz Gołaszewski, Kronika Nowej Huty, Kraków 1955, s. 72-73, 74]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Zajmowanie przestrzeni odbywa się więc w duchu fantazji o doskonałym ciele architektonicznym i społecznym, doskonałej maszynie do pompowania życia. Oświeceniowe odkrycia Williama Harveya zmieniły oczekiwania i plany dotyczące urbanistyki. Miasto swobodnego oddechu i nieskrępowanego ruchu to miasto złożone z żył i tętnic, w którym ludzie płyną niczym zdrowe krwinki. „Rewolucja medyczna najwyraźniej zastąpiła moralność zdrowiem – jedynym kryterium szczęścia uznawanym przez inżynierów społecznych” (Richard Sennet, Ciało i kamień. Człowiek i miasto w cywilizacji Zachodu, przeł. Magdalena Konikowska, Warszawa 2015, s. 306). Sercem miasta Nowa Huta nie jest Centrum Administracyjne, ornamentacyjny „pałac Dożów”, lecz to, co pomiędzy dekoracyjnymi budynkami – niezabudowany widok przestrzeni, z której wyłaniają się hale i kominy stalowni. Pusta przestrzeń podkrakowskich wsi, nosząca na sobie ślady przeszłości, różnic i podziałów przeobraża się w ideał przezwyciężający alienację – współistnienie świata ludzi i narzędzi, miejskie serce stalowni.

 

[Nowy robotnik musi czuć zasadniczą nienawiść wobec wszystkiego, co niezorganizowane, inercyjne, chaotyczne i prowincjonalnie wsteczne… Odpychają go gęste sosnowe lasy, stepy, niewykorzystane wodospady, które uderzają niezgodnie z naszym celem… On widzi piękno w tych rzeczach, na których można zobaczyć znaki organizujących rąk ludzkich; znajduje wielkość w każdym obiekcie produkcji ludzkiej, zaprojektowanej, by przezwyciężać, opanowywać i rządzić nieruchomą materią – Siergiej Tretiakow, From Where to Where?

(Futurism’s Perspectives), w: Russian Futurism Through Its Manifestoes: 1912-1928, texts translated and edited by Anna Lawton and Herbert Eagle, Cornell University Press: 1988, s. 214]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Miasto zajmuje przestrzeń, ucieleśnia ją, ale poprzez zorganizowane ciało-koncept kolonizuje wszystko, co może zagrozić jego konstrukcji. Miejskie ciało musi więc stopniowo wyrzekać się swojej cielesności i materialności, jak rewolucyjna, pusta przestrzeń wyrzeka się swej demokratyczności, gdy staje się narzędziem kontroli i przymusowego oczyszczenia.

 

[Pusta przestrzeń jest radykalnie niejednoznaczną i wielowartościową formą tego, co Henri Lefebvre nazwał produkcją przestrzeni społecznej – W.J.T. Mitchell, Obraz, przestrzeń, rewolucja, przeł. Łukasz Zaremba, „Widok. Teorie i praktyki kultury wizualnej” 2013, nr 3, s. 11]

[Pusta przestrzeń może być zatem znakiem porażki, zwalczonej, pokonanej lub zdradzonej rewolucji, która niczego nie przyniosła, niczego nie zmieniła, do niczego nie doszła. Albo takiej, która zostaje przechwycona przez pomnik żywego władcy i totalitarnego reżimu, najbliższe idolowi zjawisko kultury współczesnej – W.J.T. Mitchell, Obraz, przestrzeń, rewolucja, przeł. Łukasz Zaremba, „Widok. Teorie i praktyki kultury wizualnej” 2013, nr 3, s. 12]

 

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Początki budowy wyznacza dialektyka inercyjnego błota i postępowa wola czystości. Lepka, grząska materia stawia opór ludzkiemu ciału, wciąga je z powrotem w porządek natury. Zatrzymuje i unieruchamia.

 

[Rzęsista ulewa przez wiele godzin szumiała w powietrzu i dudniła po dachach nowych budynków, zmieniając stopniowo sprężyste, podkrakowskie lessy w olbrzymie, rozchlupotane trzęsawisko. Następnego dnia robotnicy, pracujący po prawej stronie szosy, grzęźli po kolana w miękkim, żółtawym błocie. Wodoodporne obuwie, które im wyfasowano tego ranka, chroniło wprawdzie nogi przed wilgocią, ale ślizgało się niebezpiecznie po gliniastej mazi. Ludzie często padali – Marian Brandys, Piotr i Maria, Warszawa 1951, s. 6]

 

[W ogóle – gromady chłopaków i błoto, błoto, spychacze, ciężarówki, błoto, głównie błoto, w którym grzęźliśmy, wiecznie brudni, ciężkostopi, żółtawobrunatni, umęczeni tym błotem, lepkim, gumiastym, uporczywie, tępo złośliwym jak żywioł i jak wróg – Anna Tarska, Laurka dla pokolenia, w: Młodzi stąd. Reportaże 1959-1965, wybór Anny Pawłowskiej i Jerzego Feliksiaka, Warszawa 1966, s. 73.]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Zapadające się w błocie ciało nie pompuje wydajnie miejskiej krwi, staje się przeszkodą w realizacji architektonicznego planu. Budowniczy, którzy mu ulegają, tworzą materialne wyrwy w planie budowy, są intruzami w idealnej wizji, która dopiero nadchodzi. Geometryczny układ miasta, jego dyscyplinujący i porządkujący aspekt istnieją jeszcze wyłącznie jako zapisane symbole, papierowe utopie miejskiej organizacji. Granicą utopii jest kruche, ludzkie ciało, którego jednostkowa materialność sprzeciwia się uniwersalizmowi projektowanego przeobrażenia.

 

Błoto dezorganizuje działanie, bo wciąga w chaotyczną materię, ujawnia słabość ludzkiego ciała. Potrzebuje więc przeciwwagi w postaci proklamacji czystości i sterylności przestrzeni nowego życia.

 

[„Kobiety Nowej Huty! Pamiętajcie, że czysto utrzymane mieszkanie świadczy o kulturze robotnika. W jasnym, czystym mieszkaniu lepiej i przyjemniej odpoczywa się po pracy. W naszym domu w Nowej Hucie musi być jasno, czysto i porządnie” – Tadeusz Gołaszewski, Kronika Nowej Huty, Kraków 1955, s. 183]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Czystość i porządek to antynomie błotnistej materii. Konkurs na najczystsze mieszkanie adresowany jest do kobiet-nowohucianek, zarządzających domową przestrzenią, w której współzawodnictwo pracy staje się wyścigiem w czystości tak przestrzeni, jak i życia.

 

Ale proklamowane przez Ligę Kobiet współzawodnictwo ujawnia także, że prywatna sfera życia ma znaczenie polityczne, a zatem nie może być wyłączone z życia wspólnoty, nie może funkcjonować jako przestrzeń skrywanych tajemnic. Domowa rola kobiety jest rolą publiczną, zauważalną i komentowaną.

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Czystość przestrzeni i wpuszczanie do niej świeżego powietrza podszyte są pragnieniem na wskroś nowoczesnym – burżuazyjnym projektem pozbawiania klasy pracującej nieprzyjemnego zapachu, bowiem „odwonienie proletariusza pozwoli ustanowić dyscyplinę i pracowitość” (Alain Corbin, We władzy wstrętu, przeł. Andrzej Siemek, Warszawa 1998, s. 184).

 

[Ministerstwo Zdrowia przysłało program żłobka, stawiając nie lada wymagania: w budynku mają się pomieścić trzy oddziały – dla 12 dzieci od 1 roku życia, dla 20 dzieci do 2 lat i dla 20 dzieci do 3 lat. Każdy z oddziałów musi być zupełnie odizolowany od pozostałych. W uzasadnieniu Ministerstwa jest mowa o konieczności zapobieżenia zakażeniom kropelkowym, których przyczyną mogą być najmniejsze nawet otwory, np. dziurka od klucza. Do każdego oddziału ma być osobne wejście z zewnątrz, przewidziano też trzy izolatki z osobnymi wyjściami dla dzieci chorych, a nawet pokoje „nocniczkowe” – Tadeusz Gołaszewski, Kronika Nowej Huty, Kraków, 1955, s. 91].

 

[Cyganie w Nowej Hucie byli otoczeni przez sanitariat specjalną troską i ze względu na to, że pamiętałem ich nędzę na Podhalu (…) w okresie międzywojennym, oraz dlatego, że w epidemiologii duru wysypkowego brud i wszawica odgrywają główną rolę w szerzeniu tej strasznie ciężkiej choroby. W przypadkach podejrzanych o dur wysypkowy (tyfus plamisty), kontrolowaliśmy natychmiast baraki cygańskie. Wszy bowiem, tzw. „choroba włóczęgów” (morbus vagabundorum), są głównym przenośnikiem tej choroby, a wiadomo, że Cyganie międzywojenni (a dotychczas jeszcze często) czystością nie grzeszą – Zdzisław Olszewski, Dziennik lekarza [w:] Krajobraz ogni. Antologia reportaży o Nowej Hucie, wybór Stefan Kozicki i Zbigniew Stolarek, Warszawa 1971, s. 148-149]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Czystość i brud, zdrowie i choroba skutecznie rozdzielają miejską przestrzeń. Są czynnikami fragmentaryzującymi i zarazem podstawowymi narzędziami różnicującymi społeczeństwo. Ambiwalentne ciała są stabilizowane według hierarchicznych opozycji. Dzielenie i różnicowanie ma jednak ostatecznie podtrzymywać spójność, dawać gwarancję bezpieczeństwa poprzez skuteczne rozmieszczenie ludzi w przestrzeni miejskiej.

 

[Socjalistyczne środowisko oddziałuje silnie na najbardziej nawet oporne jednostki i grupy. Mieszkańcy Nowej Huty stają się zwartą, jednolitą społecznością – Tadeusz Gołaszewski, Kronika Nowej Huty, Kraków, 1955, s. 151]

 

[W 1515 roku Wenecjanie zaczęli rozważać, czy nie dałoby się zamknąć Żydów w Ghetto Nuovo. Ghetto pierwotnie znaczyło po włosku „huta, odlewnia” (od gettare, „lać”). W Ghetto Vecchio i Ghetto Nuovo, z dala od reprezentacyjnego centrum, niegdyś mieściły się huty – Richard Sennet, Ciało i kamień. Człowiek i miasto w cywilizacji Zachodu, przeł. Magdalena Konikowska, Warszawa 2015, s. 278]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Pierwsze lata budowy Nowej Huty to pragnienie opanowania przestrzeni i stworzenia doskonale funkcjonującego ciała, powściągającego jednocześnie cielesne dolegliwości i kontrolującego pragnienia. Odpowiednia segregacja ciał w przestrzeni to gwarancja takiej powściągliwości. U podstaw miasta przejrzystego, miasta bez zaułków i mroków historii tkwi pragnienie jednolitości, lecz do jego osiągnięcia niezbędne jest odpowiednie zarządzanie różnicą. Nieuchronna, ale i zbawienna segregacja.

 

[Triumf porządku nad nieporządkiem, czystości nad nieczystością to w konsekwencji triumf miejskiego ratio nad miejskim ciałem – triumf somatofobii. Najprostszą manifestacją tego ratio była separacja: ustalanie dystansu przestrzennego oddzielającego chorych od zdrowych, młodych od starych, żywych od umarłych, kobiety od mężczyzn, obywateli miasta od imigrantów –  Ewa Rewers, Segregacja obcych ciał: porządek i wykluczenie, „Studia Regionalne i Lokalne” 2008, nr 2, s. 11]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Wczesna, nowohucka architektura miasta dopiero powstającego to podtrzymywanie dystansu przestrzennego w służbie zdrowia i porządku. Fantazja o zwartej, jednolitej społeczności podszyta jest koniecznością zamykania, budowania granic i sterowania miejskim ruchem poprzez rzeźbienie przestrzeni – zajmowanie jej architekturą, która kształtuje i formuje poprzez ujmowanie granicą i wyłączanie poza nią.

 

[Budynki hotelowe były podzielone na „męskie” i „żeńskie”. Tych ostatnich było w I połowie 1952 r. sześć. Zwracano uwagę, aby koncentrować je w centrum Nowej Huty, w pobliżu zarządu hotelu i posterunków MO. Nie zawsze chroniło to przed incydentami i „szturmami” na hotele żeńskie. W notatce Wydziału Kobiecego KC PZPR z października 1951 r. Opisano przypadek, gdy w nocy grupa mężczyzn dobijała się do hotelu żeńskiego, dziewczęta próbowały odstraszyć ich laniem wody. Odpowiedzią był stek najordynarniejszych wyzwisk i gróźb (wytłuczenie wszystkich szyb, wyrwanie okien z futrynami, skopanie i pobicie dziewcząt). (…) Cała awantura odbyła się pod oknami dyżurki hotelowego, który w obawie o swoje bezpieczeństwo milczał, a nie mają aparatu telefonicznego nie mógł wezwać na pomoc milicji.

Bezwzględne przestrzeganie zasady separacji płci powodowało, że zasadę tę stosowano również w odniesieniu do małżeństw. Przez wiele lat mężowie i żony zmuszeni byli zamieszkiwać w oddzielnych pokojach hotelowych, znajdujących się często w oddalonych budynkach. Omijanie zakazów prowadziło do – jak oceniali członkowie innej komisji partyjno-rządowej, badającej sytuację w Nowej Hucie w październiku 1955 r – „jaskrawych naruszeń moralności. Jest wiele faktów, że mężowie przychodzą odwiedzać swoje żony w hotelu, gdzie najintymniejsze współżycie odbywa się na oczach dzieci i współmieszkanek” – Dariusz Jarosz, Główne problemy społeczne Nowej Hucie w I połowie lat pięćdziesiątych, w: Dziedzictwo kulturowe NH w rozwoju obszaru strategicznego Kraków-Wschód. Materiały konferencyjne, Kraków 1997, s. 55]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Ściana jest anatomiczną podstawą i podstawowym warunkiem przestrzennej wrażliwości. Ściana to bezpłciowa fantazja o czystej geometrii, która staje się materialnym nośnikiem różnicy, zdolnym do przeobrażenia innego ciała w ciało obce, zepsute i amorficzne. Biologiczność takiego ciała staje się wówczas zagrożeniem, któremu trzeba przeciwdziałać.

 

[Dominującą metaforą ciała pozostaje figura domu. Ale wraz z chorobą, ściany tego domu są postrzegane jako porowate. Ponieważ każdy rodzaj otwarcia stanowił możliwość medycznego „zaburzenia”, monitorowanie zwielokrotnionych otworów wymagało większej czujności wobec możliwej infiltracji. Wobec tego potrzebna była społeczna izolacja, osiągnięta poprzez dodanie gładkiej warstwy odzieży. Biel pościeli przyjęła rolę powierzchni, którą chroniła. Stała się ciałem, a jej czystość oznaczała oczyszczenia ciała. […] Biała powierzchnia była krytycznym wynalazkiem, za pomocą którego można uzyskać oderwanie od ciała, rozumiane jako powierzchnia kobieca, nieciągła powierzchnia wrażliwa na penetrację. Rozróżnienie między ciałem a jego dekoracją, dosłownie wytworzyło rozróżnienie między wnętrzem a zewnętrzem. […] Biała powierzchnia jest związana z pojęciem wnętrza – Mark Wigley, Untitled: The Housing of Gender, w: Sexuality and Space, ed. Beatriz Colomina, Princeton 2003, s. 359]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

W konstruowaniu barier i ograniczeń pomagają symbole zdegradowanej, niemoralnej cielesności, tym skuteczniejsze, gdy ciało zaburza architektoniczny porządek i staje się intruzem na drodze do odnowionej przyszłości. Ciało-intruz to ciało nieposłuszne, aktywne, niepoddające się systemowemu rzeźbieniu, ale rzeźbiące siebie i anektujące przestrzeń na własnych warunkach.

 

[Ciała rzeźbią różne rodzaje nowych, niespodziewanych przestrzeni, poprzez swoją płynność i nieregularne ruchy. Wtedy architektura jest tylko organizmem, wchodzącym w nieustanne stosunki z użytkownikami, których ciała wybiegają poza precyzyjnie skonstruowane zasady myśli architektonicznej. Bez wątpienia ludzkie ciało jest zawsze podejrzanym w architektonicznym porządku: zawsze ustanawia granice dla najbardziej ekstremalnych ambicji architektury. Ciało zakłóca porządek architektury – Bernard Tschumi, Architecture and Disjunction, MIT Press: 1996, s. 123]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

 

Opowieść o początkach Nowej Huty to historia nieustannych, cielesnych zakłóceń wobec planowanej skorupy miasta. To także nieprzerwane naruszanie granicy ciała i miejskiej materialności; granicy widoczności i ukrycia. Miasto powstałe na skutek zrównania fałdów przestrzeni nie tyle czyni widzialnym, to co ukryte, ale raczej niweluje samą opozycję ukrytego, zdyscyplinowanego, kobiecego wnętrza i narzędzia, które je dyscyplinuje – męskiego, organizującego spojrzenia.

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Rzeźbienie ciał nie odbywało się wyłącznie poprzez realizowanie idei stalowego organizmu ludzkiego i poddanie się zbiorowej dyscyplinie, ale poprzez ucieleśnianie indywidualnych projektów emancypacyjnych i przechwytywanie placu budowy miasta idealnego dla własnych, wolnościowych (i przygodowych) mitów.

 

[Pięćdziesiąt parę lat temu w północnej części Kanady odkryto pokłady złota. Rejon ten położony nad brzegami rzeki Mackenzie nosi dźwięczną nazwę Klondike. Na Klondike ruszyli z Europy poszukiwacze złotych żył i niezwykłych przygód – jak twierdzą sensacyjne powieści. Ludzie wyrzuceni z życia przez kapitalizm – jak mówi rzeczywistość. Ale to dawne sprawy. Dziś na Klondike nie ma już złota. Jest codzienna nędza kanadyjskiego chłopa. Klondike i jej gorączka złota pozostały w książkach. W każdej z nich jest przynajmniej jeden bar trampów, myśliwców, poszukiwaczy. Tu toczą się rozmowy o złocie…

We wsi, na zakręcie koło kościoła, jest ciasna gospoda PPS. We mgle dymu siadają pochyleni nad piwem poszukiwacze. Wszyscy ci, którzy czegokolwiek szukają na wielkim terenie budowy Nowej Huty. Bo Nowa Huta to teren wielkich poszukiwań i wielkiej gorączki – Kilofem, piórem i sercem. Nowa Huta we wspomnieniach, kronice i reportażu, oprac. Andrzej Albrecht, Krzysztof Strzelecki, Warszawa 1959, s. 20]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Nowa Huta ukradła mit Klondike, przechwyciła słowo-emblemat gorączki indywidualnego zysku i wpuściła do niego nowy romantyzm nowohuckich junaków. Klondike w wyobraźni Ameryki lat 50. to na przykład źródło kariery Sknerusa McKwacza (podobno znalazł tam bryłę złota wielkości gęsiego jaja i błyskotliwie inwestując przekuł ją w swój pierwszy milion), Nowej Hucie Klondike służy jako język dla młodych budowniczych wspólnej przyszłości. Właściwie to „Sztandar Młodych”, który drukował „Rozmowy o Klondike” chce mit przekształcić w język, stworzyć język niemityczny, język człowieka-wytwórcy: „wszędzie, gdzie człowiek mówi po to, by przekształcać rzeczywistość, a nie zachować ją w obrazie, wszędzie, gdzie człowiek wiąże swój język z wytwarzaniem rzeczy, tam metajęzyk ustępuje językowi-przedmiotowi i mit jest niemożliwy” (Roland Barthes, Mitologie, przeł. Adam Dziadek, Warszawa 2000, s. 281). Nowohuckie Klondike na łamach „Sztandaru Młodych” chce przekształcać i wytwarzać potrzebę zbiorowej gorączki budowy miasta. Klondike to przygoda, ale tworząca inną rzeczywistość, inny, rodzaj politycznej wspólnoty, maskującej swoją polityczność na rzecz retoryki autentyczności i podboju świata, lecz przez to tym bardziej angażująca, tym bardziej politycznie skuteczna.

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Ale były i inne przechwycenia nowohuckiego placu budowy; opowieści, które rodziły się w dopiero powstającym mieście, w przestrzeniach o nieokreślonym jeszcze charakterze, w wymykających się kontroli hotelach robotniczych. Nowa Huta uwodziła perspektywą działania i zmiany, bowiem sama stanowiła rodzaj miasta w procesie, istniejącego w architektonicznych planach, lecz materialnie dopiero nabierającego kształtu. Nowa Huta, przynajmniej do 1954 roku, to w istocie dwa odrębne miasta.

 

[Projektanci Miasta Nowa Huta widzą w swej pracy stale dwie formy miasta: formę perspektywiczną i formę miasta w budowie z całą gamą ciśnień bytowych, „miasta, którego jeszcze nie ma”, a które żyje i samo siebie buduje – Tadeusz Ptaszycki, Fundamenty Nowego Miasta, „Miasto” 1952, nr 1, s. 10]

 

Forma miasta, które dopiero się staje, czeka na wypełnienie, ale zarazem w swej przejściowości i braku stabilnych znaczeń umożliwia produkcję nowych tożsamości, anektujących prowizoryczne przestrzenie.

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

[Byłem na jednym z owych budynków, zaawansowanych chyba do 2 piętra, gdy od strony placu centralnego usłyszałem tłumny śmiech. Na wszystkich 6-ciu blokach przy obecnej Alei róż roboty murarskie były w pełnym toku. Na murach roiło się od robotników, gdyż ówcześni planiści opanowali zasadę koncentracji robót do perfekcji.

Ten śmiech narastał i przybliżał się coraz bardziej. Brygady przerywały pracę i dziesiątki robotników podchodziło do ścian od strony drogi, aby zobaczyć, co się dzieje.

Zaś środkiem, między torowiskami żurawi, szedł sobie jeden tylko młodzieniec – bikiniarz. Włosy zaczesane z czub, jasna marynarka z szerokim, watowanymi ramionami, wąskie spodnie do połowy łydek, jaskrawo kolorowe skarpety w poprzeczne pasy i półbuty na wysokich, świńskich podeszwach. Klasyczny ubiór klasycznego bikiniarza, jakby wyciętego ze „Szpilek” lub innych ówczesnych gazet – Tadeusz Biniek, Śląsk-wojna-Kresy-Wrocław-Nowa Huta. Wspomnienia 1930-1960, Kraków 1997, s. 123-124]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Jeśli miarą dla powstających przestrzeni miasta jest marsz pieszego demonstranta, to kroczący bikiniarz przechwytuje miasto, przeobraża jego znaki i przerywa dynamikę budowy. Jego ciało staje się antypomnikiem, ruchomą rzeźbą – mobilem, który rzuca wyzwanie światu pracy i regułom wydajności. Ciało zmienia miasto w przygodę, w labirynt, z którego wyłaniają się nowe, dezorientujące fragmenty. To spacer-dryfowanie, który igra z architekturą i przekształca ją w obiekt estetycznej fantazji; pozwala zanurzyć się w jeszcze nieuformowanych przestrzeniach miasta.

 

[Osoba lub osoby oddające się dryfowaniu wyzbywają się na pewien czas zwyczajowych powodów przemieszczania się i działania, rezygnują z codziennych znajomości, zajęć i rozrywek, ażeby poddać się swobodnej sile przyciągania miejsc i wychodzić naprzeciw spotkaniom związanym z tymi miejscami (…). Dryfowanie wydobywa psychogeograficzną rzeźbę miasta – Guy Debord, Teoria dryfu, przeł. Mateusz Kwaterko, w: Przewodnik dla dryfujących. Antologia sytuacjonistycznych tekstów o mieście, wybór i przekład Mateusz Kwaterko, Paweł Krzaczkowski, Warszawa 2015, s. 122]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Ciało dryfujące w miejskiej przestrzeni nie poddaje się dyscyplinie, popełnia przestępstwo bezczynności i zbliża się w tym do kluczowego wroga wznoszącej się budowy – bumelanta, który narusza reżim pracy i działania. Ciało odpoczywające w trakcie godzin pracy użytkuje miasto niezgodnie z przeznaczeniem, tworzy wyrwę w porządku i destabilizuje harmonię zbiorowego organizmu.

 

[Między obiadem a kolacją nie było żadnych obowiązujących zajęć, a od nieobowiązkowych z zasady wszyscy stronili. Do robienia porządków, mycia podłóg i klozetów, też nikt się nie kwapił. Duża część kolegów zbierała się w pomieszczeniach ustępowych. Tam było ciepło, powiedziałbym nawet przytulnie, no i bezpiecznie. Nikt z dowództwa nie nalatywał. Tu kto chciał, puszczał wodze fantazji. Słuchano wszystkiego bez wyboru, z zachwytem – Najgorszy był jednak początek [w:] Krajobraz ogni. Antologia reportaży o Nowej Hucie, wybór Stefan Kozicki i Zbigniew Stolarek, Warszawa 1971, s. 49]

 

Powstające miasto umożliwiało porzucenie dotychczasowych modeli życia, zdobycie większej autonomii i zbudowanie nowych relacji, tych, nawiązywanych z wyboru, nie wskutek biologicznych więzów i legitymizowanych tradycją zależności.

 

[Zaczęłam coraz bardziej dbać o swój wygląd zewnętrzny. Przede wszystkim zmieniłam uczesanie, interesowałam się modą, kupowałam żurnale i prawie wszystkie tygodniki z „Nową Wisłą” na czele (wiadomo, wilka ciągnie do lasu). Pilnie śledziłam zalecenia mody. Po przeczytaniu tygodników wycinałam z nich mody. To było i jest do tej pory moim hobby. Mam samego papieru z modą 9 kg. Można wierzyć, ważyłam. Dbałam więcej niż zwykle o cerę, dobierałam odpowiednie kremy, dzięki którym dziś, mając lat 27, mam cerę gładką i jędrną, bez jednej zmarszczki – Drogi awansu społecznego robotnika: studium oparte na autobiografiach robotników, przedmowa: Józef Chałasiński, Warszawa 1979, s. 111]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Żeńskie hotele robotnicze budowały wspólnotę młodych kobiet, które chciały ze swoimi ciałami postępować na przekór dawnym regułom, ale i przeciwko nowym, systemowym oczekiwaniom, proklamowanym na przykład w osobliwej „Socjologii kobiety” Stanisława Szantera, wydanej w 1948 roku. Szanter ogłosił pochwałę uniformu, wydobywającego „najczystszy humanizm z kobiecego podmiotu społeczeństwa” (Stanisław Szanter, Socjologia kobiety, Warszawa 1948, s. 408), przeciwko takim reliktom burżuazyjnego systemu, jak sukienki czy pończochy. Jednak dla młodej suwnicowej, odkrywającej potęgę plastyczności ciała, zainteresowanie modą to nie ponowne, nieświadome zniewolenie, lecz gest na wskroś emancypacyjny, pomagający niekiedy w aktywnym zmienianiu możliwych trajektorii swojej społecznej roli: „Chciałam wyjść za mąż, gdyż go kochałam, a równocześnie bałam się zmiany jego charakteru. Dość napatrzyłam się i nasłuchałam kłótni małżeńskich i dlatego byłam ostrożna” (Drogi awansu społecznego robotnika: studium oparte na autobiografiach robotników, przedmowa: Józef Chałasiński, Warszawa 1979, s. 112). Zdobywanie pewności siebie poprzez realizację potrzeb konsumpcyjnych miało wówczas rys wolnościowy.

 

Wcześniej, nim trafiła do huty, przyszła suwnicowa doświadczyła innych form uplastyczniania – cielesnej dyscypliny, która konfrontuje ją z jej chłopskim pochodzeniem i przez konfrontację wyzwala wstyd. Upokorzenie napędza wolę zmiany i pragnienie innego życia; wyzwala jednostkowość, ale i stwarza możliwość artykulacji zbiorowego doświadczenia zawstydzonych.

 

[Najgorzej było w jadalni. Kierowniczka uczyła nas, jak powinno się jeść, jak należy trzymać łyżkę, nóż, widelec. Wyznaczono mi miejsce przy stole na wprost kierowniczki. Nic dziwnego, że śledziła każdy ruch mojej ręki. W domu nigdy nie jadłam widelcem ani nożem, toteż nie mogłam sobie z tym poradzić. Pamiętam, kiedy pewnego dnia na obiad podano nam kotlet schabowy i kiedy podniosłam do ust widelec, czułam na sobie jak zwykle oko kierowniczki. Ręce zaczęły mi się potwornie trząść, rozstrzęsłam się cała. Widelec zamiast podnieść do ust, wpakowałam w wargę. Poczułam krew. Ze wstydu, nie wiedząc, co robić, podziękowałam i wyszłam z jadalni – Drogi awansu społecznego robotnika: studium oparte na autobiografiach robotników, przedmowa: Józef Chałasiński, Warszawa 1979, s. 110].

 

[Jedną z najdziwniejszych cech wstydu (ale również, moim zdaniem, bardzo istotną teoretycznie) jest sposób, w jaki złe traktowanie innej osoby, bycie źle traktowanym przez inną osobę, piętno, słabość, obwinianie lub ból, które pozornie nie mają ze mną nic wspólnego, tak łatwo mogą mnie przepełnić – zakładając, że jestem osobą podatną na wstyd – uczuciem, którego oblewający rumieniec wydaje się precyzyjnie zakreślać moje własne kontury, i to tak, że całkowicie mnie odizolowuje – Eve Kosofsky-Sedgwick, Touching-Feeling, za: Douglas Crimp, Co za wstyd, Mario Montezie!, przeł. Tomasz Basiuk, Bartosz Żurawiecki, „Artium Quaestiones” 2003, t. 14, s. 362]

 

[Istnieją metamorfozy, które wprawiają w ruch kulę śniegową, jaką w toku czasu formujemy z samych siebie, tę nabrzmiałą kulistą masę, nasyconą, pełną, kompletną. Dziwne figury, powstające ze zranienia, albo i z niczego, z oderwania od wcześniejszego stanu; figury, które nie wynikają ani z nieuregulowanego konfliktu infantylnego, ani z nacisku treści wypartych, ani z niespodzianego powrotu jakiegoś fantomu. Istnieją przekształcenia, które są zamachami – Catherine Malabou, Ontologia przypadłości, przeł. Piotr Skalski, Warszawa 2017, s. 8-9]

 

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

Makijaż to ornament na ciele i ekscesywne wykroczenie przeciwko zasadzie wydajności poprzez wykorzystanie plastyczności ciała przeciwko dyktatowi funkcji i użytku.

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

To także wielka odmowa fetyszyzacji ciała robotnicy, zredukowanego w stereotypowym imaginarium do naturalnej twarzy i zajętych pracą rąk.

 

Groźbą ornamentu jest jego zmysłowość, która rozprasza oko. Potrzeba stworzenia architektury kobiecej, architektury przyjemności, jest ryzykowna – niesie ryzyko uwiedzenia. Oszustwo powierzchownego, przyjemnego wyglądu zakłóca prawdę właściwego miejsca.

 

Ornament jest ryzykowny, bowiem to w nim zmysłowość ciała myli umysł, który stara się je kontrolować. Rozumowi zagraża fantazja o kobiecej ruchliwości, która musi zostać opanowana. W kobiecym ciele granice zostają zaburzone, upłynniają się. Ściany kobiecego budynku pełne są otworów, które trzeba nieustannie zabezpieczać, by ocalić duszę.

 

[W upłciowieniu architektury znaczenie mają nawet użyte materiały. Spójność budynku jest pochodną maskulinizacji jego tworzywa i nałożenia nań kulturowo męskich właściwości, takich jak surowość, autentyczność i trwałość. Drewniane panele – boazeria – są używane do pokrywania ścian wewnątrz przestrzeni rekreacyjnych lub zawodowych – klubów dla mężczyzn, barów, sal sądowych i konferencyjnych, klasyfikowanych jako męskie. Męskie właściwości takie jak twardość, krystaliczność i chłód są przypisane także szkłu, kamieniom i stali. Efekt męskości otoczenia podtrzymywany jest również przez redukcję ornamentu wyłącznie do niezbędnych właściwości. Wszystko zgodnie z zasadą, że im mniej, tym bardziej męsko – Gerard Rey A. Lico, Architecture and Sexuality: The Politics of Gendered Space, „Humanities Diliman” 2001, vol. 2, no. 1, s. 35]

 

[Z okładek czasopism, nawet tych z lat 50., spoglądają na nas dziewczyny przy spawarce lub suwnicy, ale w pełnym makijażu, ze starannie ułożonymi lokami, uśmiechnięte. Wizerunek kobiet na traktorze pojawiał się wówczas w prasie sporadycznie, a przecież miał być rzekomo wszechobecnym symbolem komunistycznej emancypacji – Małgorzata Fidelis, Szukając traktorzystki – kobiety i komunizm, „Znak” 2012, nr 689]

 

Paradoks jednak w tym, że to właśnie poprzez jednostkową cielesność, odkrycie jej możliwości i podatności na zmianę, dokonuje się wejście w społeczną rewolucję i otwarcie na włączenie siebie w projekt przemiany świata.

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Jednostkowe, biologiczne ciało jest probierzem zmian, lecz może również obrócić w niwecz ich skuteczność. Socjalistyczna kobiecość, zanim jeszcze stanie się narzędziem poodwilżowej batalii o moralność, konstruowana jest bowiem ze świadomością ryzyka regresji do dawnych wzorców – estetyzacja ciała kobiecego podana w formie zbiorowego widowiska konserwuje hierarchię.

 

Konkurs piękności – radykalne przedłużenie jednostkowego projektu estetycznego – to festiwal pięknych przedmiotów, osobliwa licytacja na doskonałość cielesnego rzemiosła i ostateczne utowarowienie ciała.

 

[Niezwykle rozpowszechniona na Zachodzie impreza wyboru królowej piękności połączona z szaleńczą kampanią reklamową i niepozbawiona pornograficznego posmaku do niedawna na łamach prasy polskiej uznawana była za symbol zgnilizny życia w świecie kapitalistycznym… Dziś – w 1956 roku – robimy to samo (lub prawie to samo, bo zasada jest identyczna) w pierwszym mieście socjalistycznym – „Budujemy socjalizm” 1954, nr 105, s. 1]

 

[Oto jeszcze jeden dziwaczny pomysł wynaleziony dla „zabicia” czasu nudzących się Amerykanek. W Hollywood powstała szkoła seks-apelu, której kierowniczką i główną wykładowczynią jest artystka filmowa Gilda Grey (…). Szkoła przygotowuje ponoć młode Amerykanki do życia, ucząc je zachowania się we wszystkich możliwych sytuacjach. I to zachowania się z wdziękiem i powabem, słowem z tym, co nazywamy seks-apelem – Szkoła seks-apelu, „Budujemy socjalizm” 1954, nr 125, s. 6.]

 

Krytyka nauki seksapilu wymierzona jest być może w anachroniczne myślenie, które wiąże się z pewną przypisaną kobiecej płci nadwyżką – powab i wdzięk to eksces kobiecości, wydobywany w zachodnim świecie i odróżniający ją od męskości, a zatem różnicujący i hierarchizujący. Ale krytykę pomysłu edukacyjnego uzasadniać może także przekonanie o zbyteczności nauki cech, które przecież „właściwe są” kobietom, dla których zachowanie „z wdziękiem i powabem” nie jest niczym, co wymagałoby specjalnego kształcenia. Wówczas największym zagrożeniem dla porządku nowego miasta jest to, co zakłóca uznane za naturalne właściwości płci. I nie jest to wcale ciało pracującej murarki czy suwnicowej – ono bowiem posłuszne jest dyscyplinie i podtrzymuje uniwersalność proletariackiej podmiotowości formowanej przez roboczy uniform – lecz ciało niezaangażowane w pracę, naznaczone płcią, ale uchwycone w fazie przejściowej, która powinna pozostać w ukryciu.

 

[Nową Hutę na podstawie ostatnich szaleństw mody nazwałbym „miastem rozmamłanych piękności”. Przechodząc w słoneczny dzień jego ulicami widzi się o każdej porze wiele kobiet poubieranych w szlafroki. Spędzają one długie godziny przed blokami, na ławeczkach, na skwerkach, co śmielsze wchodzą nawet tak odziane do sklepów. Co dziwniejsze – moda ta, nadająca się tylko na poranne i wieczorne chwile w czterech ścianach domu, została uznana za bardzo piękną i godną szerokiego naśladownictwa. Dodajmy jeszcze do tego nieuczesane włosy i nogi w rozdeptanych, domowych pantoflach, którym to widokiem karmimy co dzień nasz wzrok, a przecudny obraz „miasta rozmamłanych piękności” będzie pełny – Czesław Tarnogórski, Rozmamłane piękności, „Budujemy socjalizm” 1956, nr 105, s. 6]

 

[Miasto jest sceną społeczną, w której kobieta może publicznie wyrazić swoją walkę. Nie była / nie jest akceptowana w instytucjach władzy; ona jest wywłaszczona (ze swojego ciała) i jest z innymi wydziedziczonymi. Miejsce publiczne to ziemia niczyja, gotowa do przywłaszczenia. Scena miasta, ulicy, przestrzeni publicznej jest miejscem wywłaszczenia; tam kobieta jest „w domu” – Diana I. Agrest, Architecture from without: Body, Logic, and Sex, „Assemblage” 1988, nr 7, s. 40.

 

Kobieta w szlafroku spacerująca ulicami to bohaterka negatywna, która powinna pozostać w domowym ukryciu, nie w przestrzeni miasta. Ta bowiem otwarta jest na wizerunki ciał pracujących, estetycznie zgodnych z kanonem piękna potrzebnego działaniu lub kobiet atrakcyjnych, wpisanych w tradycyjne role i pełniących funkcje ornamentu w miejskim uniwersum znaków. „Rozmamłanie” to występek przeciwko porządkowi świata dokonany przez ciało płynne, nieuformowane i przez to nieatrakcyjne. Zakłóceniem nie jest zmitologizowana traktorzystka – zbiorczy (i nieuzasadniony) wizerunek rzekomej nienaturalności obsadzania ról zawodowych w PRL – lecz właśnie kobiecość niedokończona, prowizoryczna, a jednocześnie ośmielająca się tę prowizoryczność ujawniać, celebrować i zmuszać do jej uznania. Ciało w szlafroku wydane na publiczne spojrzenia odrzuca dyscyplinujące opozycje wnętrza i zewnętrza, to kobiecość wytrącona ze swojej roli pozującego obiektu, skamieniałego w utrwalonym przez spojrzenie układzie. Przechadzająca się w szlafroku mieszkanka Nowej Huty jest przeciwieństwem modelki na wybiegu; tej, której moda narzuca kontur-formę, oddalającą lęk przed płynną kobiecością.

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

Skamieniałe ciało ma swoje wyraźne granice, jest skończone i zamknięte. To architektoniczny ideał chroniący przed naruszeniem granic, przed prowizorycznością, tak architektonicznej materii, jak i ściśle związanego z nią ciała.

 

[Nowej Hucie nie grożą stany przewlekłych prowizoriów, które tak fatalnie odbijały się na wyglądzie nowoczesnych dzielnic Warszawy i innych miast przed wojną. Nawet żywiołowość ujęta jest tutaj w karby planu i to rzuca się natychmiast w oczy. Nie ma tu żadnych tymczasowych bud ani straganów, tak typowych dla powstających osiedli. Niezbędne punkty usługowe – sklepy spółdzielcze, stołówki, biura, bary mleczne – funkcjonują w wykończonych już budynkach, w lokalach o przeznaczeniu przeważnie mieszkalnym, lecz tymczasem dobrze spełniających te przejściowe zadania i zapewniających maksimum wygody i higieny. Więc jednak prowizoria istnieją. Oczywiście, jakżeby inaczej? Ale mają one inny, uregulowany, że tak powiem, charakter – Jan Józef Szczepański, 3Robotnicze miasto, „Tygodnik Powszechny” 1952, nr 1-2, s. 3]

 

Skorupa miasta Nowa Huta, jej rzeźbiarska powierzchnia miała być dekoracyjna, jak dekoracyjny był ornament miejskiego planu, zakładający powstanie ideologicznego drogowskazu – obelisku w kształcie iglicy, a na południowej ścianie Placu Centralnego – ozdobionego monumentalną kolumnadą teatru. Plan nie został zrealizowany, a Nową Hutę pozbawiono wertykalnego punktu orientacyjnego, harmonizującego kompozycję miasta, pozostawiając potencjalność pustej, zorientowanej horyzontalnie przestrzeni.

 

[„Rynek”, którego charakter podkreślały dodatkowo arkady umieszczone w parterach opasających go budynków, w których cieniu umieszczono sklepy i usługi, pozostał ni to wielkim zieleńcem, ni to węzłem komunikacyjnym. Pewien wpływ na taki rozwój funkcji Placu Centralnego miał zapewne sztuczny układ miasta, który powodował też, że wybiegało z niego promieniście pięć dróg, pierwotnie prowadzących w zasadzie donikąd – Barbara Klich-Kluczewska, Przez dziurkę od klucza, Warszawa 2005, s. 42]

 

[Ale idziesz dalej i natrafiasz na dalsze niezabudowane tereny, potem na jakieś przedmieście, zardzewiałe od warsztatów i składów, cmentarz, jarmark z karuzelami, rzeźnię, zapuszczasz się w ulicę mizernych kramów, która gubi się wśród plam wyłysiałych pól.

 

Spotkani ludzie, jeśli zapytasz ich: „Którędy do Pentezylei?” – wykonują okrężny ruch, tak że nie wiesz, czy ma on znaczyć: „Tutaj” czy „Trochę dalej” albo „Wszędzie dookoła” lub wreszcie: „W przeciwną stronę” – Italo Calvino, Niewidzialne miasta, przeł. Alina Kreisberg, Warszawa 2002, s. 144.]

 

[Pierwsze z osiedli zbudowanych (A-1) nosi na sobie piętno pewnych, nieprzeżytych jeszcze wpływów dezurbanizacyjnych. Domy są luźno rozrzucone, rozstrzelone, tworzą wiele wolnej przestrzeni między jednym a drugim. Budynki niewielkie, niewysokie. Ale im bardziej oddalamy się od tego osiedla, każdy następny etap to wzrost poczucia odpowiedzialności, to wzrost realizmu w budownictwie i urbanistyce, to wzrost harmonii wewnętrznej, ładu, spokoju i umiaru – Andrzej Wróblewski, Oglądamy miasto, „Miasto” 1952, R. III, nr 1 (15), s. 13]

 

[Nie istnieje wertykalność ani underground, nie istnieje chaos ani zbiorowość, nie ma ulic ani fasad, ale także centrum lub pomnika: przestrzeń fantastyczna, fantasmagoryczne i nieciągłe następstwo wszystkich rozproszonych funkcji, wszystkich znaków bez hierarchii – feeria niezróżnicowanych powierzchni – potęga czystej rozciągłości, jaką można odnaleźć na pustyniach – Jean Baudrillard, Ameryka, przeł. Renata Lis, Warszawa 2011, s. 151]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Miasto, wygładzenie pofałdowanej przestrzeni, odsłonięcie zakamarków wszystkich plis powierzchni, żyje przede wszystkim w centrum, w którym rozstępują się fałdy i zasłony; w centrum, które jest jego właściwym miejscem, jego pamięcią i granicą przed żywiołem peryferyjności. Ale brak wertykalnej symboliki centrum oznacza brak zapory tak przed peryferium, jak i przed niepamięcią.

 

Miasto jako przestrzeń strzeżona przed wtargnięciem i gwałtem, okazuje się zarazem całkowicie wystawiona na publiczny, ujawnia się jako obiekt widzialny, uobecnia się w retoryce pozy, wydane jest na uprzedmiatawiające spojrzenie. „Oto paradoksalne usytuowanie miasta sfeminizowanego, ukształtowanego na obraz i podobieństwo kobiety” (Tadeusz Sławek, Akro/nekro/polis: wyobrażenia miejskiej przestrzeni, w: Pisanie miasta, czytanie miasta, red. A. Zeidler-Janiszewska, Poznań 1997, s. 13)

 

Warowna kula, ten ochronny pancerz matematycznej abstrakcji ma ostatecznie swoje wnętrze – łono, które ucieleśnia marzenie o bezpieczeństwie. Kula to jaskinia, mroczna grota, która w wizualnym dyskursie rewolucyjnego rozumu symbolizuje to wszystko, co zepchnięte poza normę. Kopiec groty ma połączenie z ziemią, a w konsekwencji kobiece konotacje. Kopiec, grota, jaskinia to wnętrze opiekuńczego ciała. Ale z perspektywy rozumu to również zagrażający „Inny”, wintegrowany w architekturę miejskiego krajobrazu. Kopiec Wandy, symbolicznej patronki Nowej Huty (wzniesiony przez lud w pobliżu miejsca, z którego wyłowiono ciało legendarnej królowej), reprezentacyjne podcienia Placu Centralnego są upłciowionym rewersem geometrycznej fantazji o bezpłciowym, miejskim ciele.

 

[Malarz, Piet Mondrian, który wraz z Theo van Doesburgiem założył magazyn „De Stijl”, uważał, że mężczyzna reprezentuje duchowość, wertykalność i abstrakcję, a kobieta horyzontalność i cielesność – Kerstin Dorhofer, Symbols of Gender in Architecture and Urban Design, w: City and Gender: International Discourse on Gender, Urbanismand Architecture, ed. Ulla Terlinden, Opladen 2003, s. 86]

 

[Wertykalne elementy architektury są kojarzone z tym, co niebiańskie, boskie i męskie, elementy horyzontalne są ziemskie, morskie i kobiece. Inne przestrzenne i symboliczne powiązania obejmują kobiece kulistości i łuki oraz męskie linie proste – Gerard Rey A. Lico, Architecture and Sexuality: The Politics of Gendered Space, „Humanities Diliman” 2001, vol. 2, no. 1, s. 33.

Kobieca przestrzeń pozbawiona wertykalności, otwarta i horyzontalna oczekuje na cielesne wypełnienie; przyjmuje ciała, ale jednocześnie sprawuje nad nimi kontrolę i dyscyplinuje. Szerokie nowohuckie ulice i place czekają na imponujące i widowiskowe pochody, spektakle ludzkich ciał, by nadać im formę i opanować ruch – uczynić go przewidywalnym w swojej regularności i uszeregować w ścisłej symetrii.

 

[Reforma miejska barona Haussmanna w wieku XIX realizowała przecież strategię państwowej kontroli i oczyszczenia przestrzeni – tworzyła długie szerokie bulwary, jak Pola Elizejskie, które miały uniemożliwiać wznoszenie rewolucyjnych barykad i służyć jako niezakłócony żadnymi przeszkodami poligon strzelniczy artylerii w przypadku konieczności zdławienia ludowych powstań. Plac Czerwony w Moskwie i plac Tiananmen w Pekinie wykorzystywano zarówno do ludowych protestów, jak i spektakli absolutyzmu – W.J.T. Mitchell, Obraz, przestrzeń, rewolucja, przeł. Łukasz Zaremba, „Widok. Teorie i praktyki kultury wizualnej” 2013, nr 3, s. 11]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Jednakże otwarcie przestrzeni na cielesność to gest ryzykowny tym bardziej, im precyzyjniej dookreślone zdają się założenia koncepcyjne, sformułowane w retoryce jednocześnie postulującej funkcjonalizm i wolnościowy humanizm.

 

W pustej, horyzontalnej przestrzeni Nowej Huty, to ludzkie ciało staje się miejskim pomnikiem w geście zajęcia i wyrzeźbienia otaczającej struktury. Radykalną formą takiego zajmowania przestrzeni miasta jest okupacja – odmowa poruszenia się, która wymusza widzialność materialnych ciał – bariery dla ruchu, intruza w planie czystej myśli architektonicznej.

 

W 1952 roku powstaje w Nowej Hucie nielegalny barak, późniejszy teatr „Nurt”, którego budowniczy naruszyli prawo planu, lecz odmówili oddania przestrzeni. Konsekwencją odmowy okazało się uznanie teatru przez władze, uznanie samowolnie wzniesionego baraku za część nowohuckiego projektu.

 

[Nasza racja jest tak prosta i jasna, że nie wymaga zastanowienia. Budynku nie zburzymy, bo to naturalne dziecko Huty – Jan Kurczab, Nielegalny barak [w:] Krajobraz ogni. Antologia reportaży o Nowej Hucie, wybór Stefan Kozicki i Zbigniew Stolarek, Warszawa 1971, s. 278]

 

Zajęcie przestrzeni demonstruje istnienie wspólnoty, wprowadza znaki różnicy, by podtrzymać wyobrażenie o publicznym charakterze miasta.

 

[Trzeba również podkreślić, że okupacja jest nie tylko wizualną i fizyczną obecnością w przestrzeni, lecz także operacją dyskursywną i retoryczną. Wiąże się bezpośrednio z tropem occupatio, taktyką przewidywania argumentów adwersarza i uprzedzania ich, przejęcia inicjatywy w obszarze, o którym wiadomo, że pojawi się w nim opór i kontrargumenty. W kontekście retoryki przestrzeni publicznej occupatio oznacza zatem – o czym przypomina pierwotne znaczenie tego pojęcia – zajęcie pustej przestrzeni, która powinna być res nullius, nie należeć do nikogo, nie być własnością prywatną – W.J.T. Mitchell, Obraz, przestrzeń, rewolucja, przeł. Łukasz Zaremba, „Widok. Teorie i praktyki kultury wizualnej” 2013, nr 3, s. 2]

[- Tu nie ma konfliktu z prawem (…).

– Jak to nie ma?

– Z prawem robotnika do kultury – Jan Kurczab, Nielegalny barak [w:] Krajobraz ogni. Antologia reportaży o Nowej Hucie, wybór Stefan Kozicki i Zbigniew Stolarek, Warszawa 1971, s. 277]

 

Samowola budowlana to przejaw anarchitektury w służbie społecznej utopii, opartej na inicjatywie mieszkańców wierzących w sens zbiorowego wysiłku, traktujących dostęp do kultury nie jako gest cywilizacyjnej kontroli, lecz jako niezbywalne prawo.

 

[Anarchitektura jest zatem wypadkową emocjonalnego podejścia do miasta jako sieci wzajemnych powiązań ludzkich, a nie martwych i zamkniętych sąsiedztw. Odzwierciedla społeczną troskę, ale również ludzką zaradność, niedbałość o formę, przypadkowość, chaotyczność i zburzenie zastanego porządku. Jest grą w skojarzenia materiałów, upodobań i gustów mieszkańców – Katarzyna Wiącek, Architektura, anarchia i tektura, „Recykling Idei” 2006, nr 8]

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Historia stawania się Nowej Huty jako miasta to opowieść o pracy i transformacji przestrzeni. Losy miasta jako formowanej skorupy stanowią paralelę do materii, która miała stać się ośrodkiem nowego organizmu: stali. Przetapianiu rudy w stal, przekształcaniu natury w kulturę, towarzyszy ludzki wysiłek i przekraczanie ograniczeń cielesności, narażonej na fizyczne, wyczerpujące doświadczenia. Źródłem różnicy w utopii jednolitości jest właśnie somatyczne doświadczenie, będące splotem, wiązką opowieści o koniecznym postępie i równie nieuchronnym treningu wytrzymałości. Mityczna metalizacja ciała, transformacja niezdyscyplinowanego tłumu w stalowy organizm jest nieustannie rozbrajana przez odkrywanie wieloznaczności ciała, jego materialnej kruchości i zmienności, poddanej działaniu historii.

 

[Czy Huta ma swój własny mikroklimat? Nikt mi na to nie umie jednoznacznie odpowiedzieć, a jeżeli tak, to i moje zdanie jest ważne. Zatem moim zdaniem – ma. Nawet jeżeli nie dowiedzie tego termometr zawieszony na którymś z placów Kombinatu, to odkryją i zanotują zmysły. Jesteś w gazie. Jesteś uwięziony w drganiu rozgrzanego powietrza, w skrzyni bliskiego horyzontu, którego granice wyznaczają dachy walcowni, stalowni, konstrukcje pieców, ekrany ścian.

Ciągle idziemy. Mamy nad głową to samo słońce, które teraz świeci tobie. Niesiemy z sobą własny cień, ten sam, który ty oglądasz na piasku plaży. Jeżeli się dobrze zastanowić i odrzucić najpewniej błędne wrażenie, iż tu, na ulicy Kombinatu, jest goręcej niż na plaży – to okaże się, że jesteśmy w tej samej sytuacji. Ty i ja. Prawda, że tak jest, i prawda, że to twierdzenie jest śmieszne? – Zbigniew Kwiatkowski, List do urlopowanych [w:] Krajobraz ogni. Antologia reportaży o Nowej Hucie, wybór Stefan Kozicki i Zbigniew Stolarek, Warszawa 1971, s. 8-9]

 

[Blask i nędza, ból cielesny i celebrowanie abstrakcyjnych mocy wynalazków przemysłowych, ucisku fizycznego i postępu technologicznego muszą zostać uwzględnione w tym samym dyskursie. Narracje turystyki fabrycznej walczą o sformułowanie języka, który rozpoznaje przemoc, jednocześnie wypierając przerażenie wytrzymałością fizyczną i próbuje umieścić ją gdzie indziej – Isobel Armstrong, Victorian Glassworlds: Glass Culture and the Imagination 1830-1880, OUP Oxford: 2008, s. 40]

 

„Nie wszyscy pocą się tak samo!” (List do urlopowanych, s. 13). Ciała odpoczywające w słońcu i ciała poddane wysiłkowi w hucie reagują w ten sam sposób, ale ich rozmieszczenie w przestrzeni ingeruje w somatyczne reakcje, nie pozwala traktować ich jako naturalnych i wspólnych. Pot staje się narzędziem różnicy klasowej, denaturalizuje ludzkie ciało i upolitycznia je poprzez potraktowanie fizjologicznych reakcji jako znaczące. Dziennikarz odwiedzający kombinat konfrontuje się ze zmienionym krajobrazem miejskim, a zmiana ta ujawnia polityczność tego, co uznawane za naturalne i oczywiste.

 

Henryk Makarewicz/idealcity.pl

 

Początki Nowej Huty zostały skolonizowane przez mityczną wyobraźnię. Wrogiem takiej homogenizującej wyobraźni jest różnica, tkwiąca wewnątrz najbardziej znaturalizowanych i odpolitycznionych składników mitu.

 

[Zniszczenie budynku polega więc na zniszczeniu tego, co stanowi warunek możliwości wspólnoty, w ramach której możliwe są zindywidualizowane sposoby istnienia. Atak na społeczność ma na celu przekształcenie indywidualnej tożsamości istniejącej w stanie pluralizmu do takiej, dla której homogeniczność jest normą – Martin Coward, Urbicide: The Politics of Urban Destruction, Routledge: 2008, s. 27]

 

[Przyjęty przez architektów realizmu socjalistycznego program moralnego posłannictwa architektury i dążenie do uzyskania maksymalnie „niematerialnego” jej charakteru, zakładały rodzaj mistycznej komunikacji pomiędzy widzami a nią samą, a dokładniej – zespołem prawd, ideami, doktryną, które reprezentowała – Wojciech Włodarczyk, Socrealizm. Sztuka polska w latach 1950-1954, Kraków 1991, s. 47]

 

[Trzeba, żeby różnica stała się żywiołem, ostateczną jednością, żeby odsyłała zatem do innych różnic; które nigdy nie przydają jej tożsamości, lecz zawsze różnicują – Gilles Deleuze, Różnica i powtórzenie, przeł. Bogdan Banasiak i Krzysztof Matuszewski, Warszawa 1997, s. 200]

 

Przeciwko skolonizowanej przestrzeni Nowej Huty, przeciwko mistycyzmowi architektury, przeciwko społecznej homogenizacji występuje materialne, upłciowione ciało – nie mityczne, lecz historyczne. Źródło różnicy, ale i początek wspólnoty. Jego plastyczność i nietrwałość są zarówno motorami zmian, narzędziami utopijnych wizji, jak i pozytywnymi intruzami, wytrącającymi mit z bezczasowej i bezdyskusyjnej naturalności. Miasto nie jest odzwierciedleniem ciała w architektonicznej sztuczności. Ciało i miasto to nie osobne, odrębne tożsamości, ale kolekcje części, zdolne do przekroczenia granic pomiędzy substancjami, zdolne do nawiązania połączeń, choćby prowizorycznych i tymczasowych. Historia miasta to somatografia.