ZMĘCZONE CIAŁA

Z cyklu Uwagi nowohuckie

Życie jest aktywnym uczestnictwem w stracie. Jeżeli przyjmiemy dychotomię (kto wie czy podział dychotomiczny jest jednak słuszny?): ciało i duch, ten ostatni będzie rósł w doświadczenie (niekoniecznie w siłę), a ten pierwszy skłaniał się do rozpadu.

Powstawanie miasta jest okupione wysiłkiem ciała.

„Proletariackie madonny,

pełne herezji i grzechu

Niezmienne rytmy szychty

buldożery o przyspieszonym oddechu”

Świat czarownic, Codzienność

Ciało zaprzęgnięte w manifestacje jest pożywieniem polityki. Mimo teoretycznego gorsetu antropocentrycznych systemów wydarza się / spala poprzez ciało.

Somatyczny wyraz ma u swoich podstaw zarówno polityka, ekonomia czy religii. Kiedy spotykają się dwa ciała zaczyna się relacja (wymiany, kradzieży), trzy – polityka, która domaga się ustanowienia odpowiednich stosunków. Religia też reguluje relacje z ciałem. Jej regulacje mierzone są nie duchowo, lecz cieleśnie (posty, uczestnictwo, praca lub jej zaniechanie, seksualne zachowania).

***

„Wielkie systemy spisały na straty człowieka jako czynnik kształtowania świata. Nie interesują się nim, traktują go jak surowiec. Trzeba mieć nadzieję, że ten fakt przesądzi w końcu o ich upadku. Człowiek nie jest materiałem poddającym się neutralizacji: w jakiekolwiek by go naczynia wcisnąć, wykonany jest z materiału wybuchowego, przeto któregoś dnia zacznie osobiście odpowiadać Wielkim Systemom. W tym ostatnia nadzieja.” (Sándor Márai, Dziennik)

Ciągle nowe warianty tego samego człowieka. Wielkie i małe systemy (polityczne, ekonomiczne, religie) tworzą swoje ideologie. Są za każdym razem, bez wyjątku, totalitarne i wnikają niczym woda w każdą szczelina życia. Wszystkie otwory mają zostać zagospodarowane, każdy aspekt życia, ujęty w ramę teorii i wynikłych z niej reguł.

Zmieniająca teoria, na różnych etapach dziejów, odrzucała organiczny element swojego rozwoju – zniszczone ciało robotnika. Łącznie w z systemami gloryfikującymi pracę rąk, w systemach komunistycznych, gdzie linia partii, posiadająca niejako słuszną jedynie wiedzę, o jego potrzebach, pozbawiała go praw do stanowienia podmiotu. Nie inaczej kapitalizm. Zygmunt Bauman pisał o „życiu na przemiał”.

Z perspektywy robotnika wobec „parowozu dziejów”: „wiedziałem, że oto nadszedł definitywny koniec starych czasów, że skończyła się epoka, w której robotnik na kolanach i palcami, i dłońmi zmagał się z materiałem, jakby z nim walczył, kładł go na łopatki, toteż każdy robotnik starego typu był od pracy sterany i usmolony, ponieważ musiał mierzyć się z pracą własnym ciałem. Ale tutaj zaczęła się nowa epoka z nowymi ludźmi i nowymi metodami pracy, nowa epoka, która przy pracy pije mleko, choć każdemu wiadomo, że taka krowa raczej zdechnie z pragnienia, niż napije się mleka” (Bohumil Hrabal, Zbyt głośna samotność)

***

Z czasów budowy Nowej Huty pochodzi jeden z najsłynniejszych obrazów socrealistycznych, przedstawiających zestawienie przeciwstawnych sobie ciał – Wojciecha Fangora Postaci (1950, Muzeum Sztuki w Łodzi).

Z trójki postaci najbardziej uderzające jest zestawienie dwóch. Po lewej stoi antybohaterka: szczupła, w modnej sukience z napisami w języku angielskim, m.in. „New York”, „Wall Street”, „Coca-cola”.

Tak, zwłaszcza „Coca-cola”. W tym samym 1950 roku Adam Ważyk napisał socrealistyczny wiersz:

„Dobrze wam było pić Coca-Cola.

Ssaliście naszą cukrową trzcinę,
zjadali nasze ryżowe pola,
żuliście kauczuk, złoto, platynę,
dobrze wam było pić Coca-Cola.

My, co z bagnistych piliśmy studzien,
dzisiaj pijemy wodę nadziei,
męstwo, którego źródło jest w ludzie,
pijemy wodę w górach Korei,
my, co z bagnistych piliśmy studzien.

Po Coca-Cola błogo, różowo
za parę centów amerykańskich
śniliście naszą śmierć atomową,
pięć kontynentów amerykańskich.
Po Coca-Cola błogo, różowo!

My, co pijemy wodę nadziei,
wiemy, gdzie sięga dziś nasza wola:
wyszliście z Chin, wyjdziecie z Korei,
my wam przerwiemy sen Coca-Cola,
my, co pijemy wodę nadziei”.

W wypielęgnowanych dłoniach, które raczej nie doświadczyły fizycznej pracy, trzyma torebkę. Twarz skrywa za dużymi okularami przeciwsłonecznymi w żółtych oprawkach. Socrealistyczna ikona próżności.

Po drugiej stronie superbohaterka pracy. Dumna wsparta na trzonku łopaty. Silna, opalona przy pracy i pewna siebie.

W tle symboliczne przedstawienie światów dwóch postaw. Za „prozachodnią” kobietą po lewej straszą ruiny (Babilon, Sodoma), za parą robotników wznosi się nowy budynek. Nawet niebo jest znaczące. Po lewej stronie nadciągają ciemne chmury, po prawej widzimy spokojne błękitne niebo.

Dychotomia ciał, niczym w religii, naiwnie perswaduje podział: panna mądrą i głupia, męczennica za wiarę i rozpustna barbarzynka. Ponadto, atrybuty wiary (łopata) oraz przyjemności i grzechu (torebka).

***

Skoro możemy stworzyć miasta wbrew naturze, stwórzmy nowe ciało. Nowego człowieka.

U zarania cywilizacji judeochrześcijańskiej mamy historię o życiu w męczarni: „przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła,
a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; W trudzie będzie pracował; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!” (Rdz 3, 17-19)

W 5340 roku kalendarza żydowskiego (AD 1580), w Pradze, rabin Löw (Jehuda ben Becalel) wraz z Iccakiem ben Simsonem i uczniem lewitą Jakubem ben Chaimem Sassonem mieli stworzyć stwora, który chroni, a jednocześnie pracuje ciężko za człowieka. Angelo Maria Ripellino w kultowej Pradze magicznej opisywał: „udali się przy świetle pochodni na brzeg Wełtawy, gdzie były jamy po wydobytej saletrze i dużo błota. Z błota (ziemi) ulepili Golema. Po czym Icchak od prawej, a Jakub od lewej, po siedem razy okrążyli kukłę, szepcząc kombinację liter (zirufum) i przekazując glinianemu ciału jeden czerwień ognia, drugi wilgoć wody. Rabin włożył mu w usta szem, pergaminową karteczkę z imieniem Boga, kazał stanąć na nogi i być ślepo posłusznym. O świcie wszyscy trzej wrócili do getta razem z Jossille Golemem i dla uniknięcia zbędnych pytań Löw powiedział Perl, swojej aroganckiej żonie, że z litości zabrał z ulicy tego biednego cudzoziemca, niemowę (…) Ponieważ w sobotę Jossille Golem winien był powstrzymywać się od wszelkiej pracy, każdego piątku o zachodzie Löw wyjmował mu z ust szem, czyniąc go bezwładnym. Ale pewnego razu zapomniał to uczynić. Był już w synagodze Staronowej, gdzie odbywała się, jak zwykle w piątek, wieczorna ceremonia, gdy Golem zaczął nagle toczyć pianę z ust i miotać się, opętany przez diabły. Połamał sprzęty, potłukł naczynia, podarł puchowe piernaty i wybiegł na ulicę, dusząc kury i koty, zmiatając naokoło wszystkie zawadzające mu domy. (…) Zawiadomiono Löwa, który przerwał natychmiast śpiewanie dziewięćdziesiątego drugiego psalmu. Gdyby się spóźnił, całemu światu groziłaby zagłada. Gdyby zaczęła się sobota, nie mógłby już zatrzymać szalonej kukły. Z pochmurną miną wyszedł naprzeciw Golema i szybko wyciągnął mu z ust karteczkę. Ogarnięty furią sługa, cały we krwi, w ziemi i pierzu, runął na ziemię bez przytomności. W synagodze podjęto przerwany śpiew.”

Golem był jednym z pierwszych superorganizmów, które pobudzały wyobraźnię ludzkości i przekreślały fatalny mit życia w trudzie: Frankenstein, Obcy, android, sztuczna inteligencja. Za każdą z tych ambicji, stoi cień fiaska idei.

(Inna historia, że być może niedługo stworzona przez nas sztuczna inteligencja nie będzie nas potrzebować, a my staniemy się zapisem danych do późniejszego odzysku).

***

Materiał ciała w micie Nowej Huty, odgrywało ważną rolę. Nie bez przyczyny historia przodownika pracy – Mateusza Birkuta w filmie Andrzeja Wajdy odnosi się do Człowieka z marmuru.

Powołany w 1950 roku klub sportowy nazywał się Stal, po czym sześć lat później zmieniony został na Hutnik. Ze stali powstawał metaforycznie nowy ład, ze stali istniał jedyny nadczłowiek Dżugaszwili.

W podobnym czasie powstaje, kiedy Stal zmienia się w Hutnika, powstaje jeden z przełamujących socrealizm w polskiej poezji. Ten sam autor Piosenki o Coca-Coli w swoim Poemacie dla dorosłych (1955) pisze jaką cenę za swoją wiarę w siłę nowego ustroju jego budowniczy: zaśmiecone miasto, brudne hotele, zatłoczone kamienice, nudne wieczory.

Dwie części z poematu Adama Ważyka (1955):

„Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą
zbudować hutę, wyczarować miasto,
wykopać z ziemi nowe Eldorado,
armią pionierską, zbieraną hałastrą
tłoczą się w szopach, barakach, hotelach,
człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach:
wielka migracja, skudlona ambicja,
na szyi sznurek – krzyżyk z Częstochowy,
trzy piętra wyzwisk, jasieczek puchowy,
maciora wódki i ambit na dziewki,
dusza nieufna, spod miedzy wyrwana,
wpół rozbudzona i wpół obłąkana,
milcząca w słowach, śpiewająca śpiewki,
wypchnięta nagle z mroków średniowiecza
masa wędrowna, Polska nieczłowiecza
wyjąca z nudy w grudniowe wieczory…
W koszach od śmieci na zwieszonym sznurze
chłopcy latają kotami po murze,
żeńskie hotele, te świeckie klasztory,
trzeszczą od tarła, a potem grafinie
miotu pozbędą się – Wisła tu płynie.

Wielka migracja przemysł budująca,
nie znana Polsce, ale znana dziejom,
karmiona pustką wielkich słów, żyjąca
dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom –
w węglowym czadzie, w powolnej męczarni,
z niej się wytapia robotnicza klasa.
Dużo odpadków. A na razie kasza.”

„Są ludzie spracowani,
są ludzie z Nowej Huty,
którzy nigdy nie byli w teatrze,
są polskie jabłka niedostępne dla dzieci,
są dzieci wzgardzone przez występnych lekarzy,
są chłopcy zmuszani do kłamstwa,
są dziewczyny zmuszane do kłamstwa,
są stare żony wyrzucane z mieszkań przez mężów,
są przemęczeni, konający na zawał serca,
są ludzie oczerniani, opluci,
są odzierani na ulicach
przez zwykłych opryszków, dla których się szuka definicji prawnej,

są ludzie czekający na papierek,
są czekający na sprawiedliwość,
są ludzie, którzy długo czekają.”

Samodegradacja aspiracji ciała w organizm spalający się jak surówka, w zmęczonie dopełnia się w Poemacie dla dorosłych Adama Ważyka.