KOSTIUM HISTORII, KOSTIUM MIASTA

z cyklu Uwagi nowohuckie

 

Spór między „skórą i kośćmi” a „sukienkami”, jakie na budowle ubieramy, stanowi długi ciąg przemian dziejów architektury.

Towarzyszy mu też inny, drugi kostium – historii jaką nakładamy na tożsamość miasta, które, choć zależy nam aby reprezentowało teraźniejszość i skłaniało się otwarcie ku przyszłości, co rusz grzęźnie w kleszczach wiary w sens dziejów.

***

Na zdjęciu trójka robotników (murarzy) czeka na cegły, które w klatkach – skrzynkach zwisają jak skrzynki. Czekają na szybkie użycie. Gotowi do rozładowywania klatek. Jeden z nich rozkłada ręce niczym orant w stronę niebios. Deszcz cegieł.

System pracy w „trójkach” murarskich pozwalał na stawianie domów w szybkim tempie, co stanowiło główny cel budowniczych. W zawodach przodowników chodziło o wmurowanie rekordowej ilości cegieł w określonym czasie.

Obraz Podaj cegłę Aleksandra Kobzdeja (1950, Muzeum Narodowe we Wrocławiu) jest socrealistycznym manifestem budowy i odbudowy Polski. Jeden z murarzy odbija z cegły resztki starej zaprawy. Do od-budowy powojennej Polski, ale i nowych miast (Nowa Huta czy Tychy) wykorzystywano wtórnie stare cegły, m.in. z poniemieckich miast jak Wrocław czy Szczecin.

Odpoczynek z fotografii z archiwum nowohuckiego budowy mógłby zostać zestawiony z Fajrantem w Nowej Hucie Andrzeja Wróblewskiego (1953) jednym z socrealistycznych obrazów artysty. Choć Wróblewskiemu jakby socrealizm programowo nie wychodził. Obrazy są formalnie poprawne, ale podobnie jak w innych dziełach artysty pojawia się smutek, zwątpienie, brak afirmacji, która miała cechować realizm socjalistyczny. To piekło społeczne.

***

Architektura i jej ciało otrzymywało kostium w całych swoich dziejach. Na przełomie XVIII i XIX wieku narodził się termin „architecture parlante” –„architektura mówiąca„. Francuscy neoklasycyści, m.in. Claude Nicolas Ledoux i Étienne-Louis Boullée, chcieli, by architekci styl projektowanego budynku dopasowywali do jego funkcji. Tym ideom zawdzięczamy fakt, że na początku XIX wieku większość kościołów była budowana w stylu neogotyckim, co uznawano za odpowiednie ówczesnej myśli religijnej (jej propagowania w czasie kształtowania społeczeństw industrialnych), cerkwie – w bizantyjskim, a budynkom użyteczności publicznej nadawano cechy monumentalnego neoklasycyzmu.

Dziś, choć czas postmodernizmu zniósł obligatoryjne formy i panuje całkowita wolność stylów, nadal niektóre funkcje budynków przyjmują stereotypowe formy: siedziby korporacji „skórę i kości” szklanego wieżowca, a urzędowi dodaje się powagi za pomocą zaczerpniętych z antyku elementów kolumn etc.

Socrealistyczna architektura miała w swoich założeniach przede wszystkim spełniać funkcjonalność, odpowiadać na mieszkalne potrzeby.

Funkcjonalność i prostota szybko ustąpiły odznakom – oznakom systemu. Klasyczne nawiązania w socrealizmie dość wcześnie zadekretował Żdanow. Były czytelne i pokazywały hierarchie i relacje władzy.

W czerwcu 1949 roku stanął pierwszy nowohucki blok. Uznaje się to za początek budowy całej dzielnicy. Adres – osiedle Wandy 14. Kostiumem była otynkowana cegła. Późniejsze domy powstawały już coraz bardziej zbliżone do blokowej architektury lat 60.-80. Cegłę zastąpiła „sukienka” pomalowanej wielkiej płyty. W Nowej Hucie był kolor oliwkowy, żółty, popielaty, a nawet różowy. W latach 60. i 70. brud, zanieczyszczenia spowodowały, że Nowa Huta zaczęła robić wrażenie szarego miasta.

Nie ufam systematykom i ustępuję im z drogi. Pożądanie systemu jest brakiem rzetelności” (Friedrich Nietzsche, Zdania i groty).

Idee stojące na początku za budową miasta, podobnie jak całego systemu (zresztą każdego) miały służyć uszeregowaniu, porządkowi, systematyce.

Ale:

Kaleką matematyką

Obliczamy swoją wartość – chociaż

Malejącą, lecz stale ogromną

W naszych własnych oczach-dusigroszach!

(Emily Dickinson, 88: Siedząc tak chętnie przy zmarłych, tłum. Stanisław Barańczak)

[In broken mathematics

We estimate our prize

Vast – in its fading ratio

To our penuriouys eyes!]

(Emily Dickinson, 88: As by the dead we love to sit)

Pożądanie reguł w trakcie budowania Nowej Huty, nie było tylko cechą tej strony bloku. Bloki (sic!) z cegieł lub cementu budowano wszędzie.

Sytuacjonista A[ndré] – F[rank] Conord w tekście „Budowa slumsów” pisał o powstających wówczas marzeniach Le Corbusiera:

„Ostatnie lata stoją pod znakiem gorączkowej budowy slumsów, prowadzonej w ramach polityki społecznej mającej zaradzić kryzysowi mieszkalnictwa. Możemy jedynie podziwiać zmyślność naszych ministrów i architektów. […] Zbrojony cement to ich ulubiony materiał. Mimo że jest niezwykle plastyczny i pozwala kształtować najrozmaitsze formy, stosują go jedynie do tworzenia domków klocków. […] widzimy zarys nowego stylu, w którym kondensuje się duch i myśl zachodniej cywilizacji połowy XX wieku. To styl <<koszarowy>>, a dom A.D. 1950 jest puszką.

Dekoracja określa gesty: my zbudujemy

***

Inną kwestią jest pozorne „uczłowieczenie” zasad architektury pod postacią bliskich relacji i podobieństw między formami gwiazd czy krzyży, w które wpisywana jest schematyczna figura człowieka. W ideach antropometrii Witruwiusza, Homo quadratus Leonarda da Vinci, antropomorfizmie „organicznym” Francesca di Giorgio Martiniego czy Modulorze Le Corbusiera, proporcje wypreparowanego, idealnego ciała ludzkiego służyły konstrukcji na bazie znaku budowanego na ludzką miarę, np. „proporcję świątyń według ciała ludzkiego” (di Martini). W istocie, na przekór antropocentryzmowi stawały się narzędziem dyscyplinowania człowieka w normatywnie ustalonym systemie.

Wątek ten, w odniesieniu do historii estetyki, podejmowali też mocno polscy artyści, zwłaszcza w latach 80. i 90. Największym cyklem było Archiwum gestów Zofii Kulik (1987-91), monumentalne kompozycje, na których powtarzają się dekoracyjne układy z nagą, męską postacią. Pozy przestudiowane, przećwiczone, wymodelowane i sfotografowane.

Zabieg antropometrii powtarzał też w tym czasie w swoich obrazach Jerzy Truszkowski, a malowany czerwienią na czarnym znak stawał się powodem udręk, tortur i ekwilibrystycznych wykręceń ciała – białej figury.

Wysportowane ciało służy ideologii. Sport i wojsko najlepiej pasowały do systemu socjalizmu. Domy koszary, ludzie – żołnierze systemu.

Dziś jadąc z centrum turystycznego Krakowa do Nowej Huty mija się w pobliskich Czyżynach postmodernistyczne zamczysko – osiedle zrealizowane w latach dziewięćdziesiątych według projektu Krystyny Sołchaj – Janczykowskiej, Joanny Matuszek i Kazimierza Węglarskiego.

W 2011 roku Spółdzielnia Goldex Poldex zrealizowała w nim głośną akcję Anty-Wawel

z udziałem Andrzeja Szpindlera oraz Daniela Rumiancewa.

Nowa epoka lat transformacji, wchodząc w nowoczesność, zechciała paradoksalnie skorzystać z kostiumu nawiązującego do dawniejszych kostiumów i wyobrażeń historii.

***

Kostium miastu przysparza też historia.

Miasto kolekcjonuje dzieje na sposób muzeów. Wyciąga z szaf te pasujące do obecnej mody. W tym sensie historie miast są zwykle aktualnie konformistyczne. Dzieje są zbierane, kolekcjonowane na okazję.

Sama czynność zbierania i przetwarzania zbioru jest symptomatyczna dla gatunku homo sapiens. Zaczynem cywilizacji były społeczności łowiecko – zbierackie (!), a po nich te, które kulturę ujęły w „szaleństwo katalogowania” (Umberto Eco), związane z pragnieniem systematycznej organizacji wiedzy. Nadmiar akumulacji wskazywał z jednej strony na chaos

i nieskończoność. Przyjęcie zaś wybranego porządku, wyliczanie i katalogowanie według cech, dawało z drugiej, wrażenie pozornego opanowania, które do dziś jest podstawą naukowych metod.

Jak konstatuje Manfred Sommer w książce Zbieranie:

„W dzisiejszej dobie wykształcił się świadomy i racjonalny sposób życia, polegający na produkowaniu wiedzy poprzez badania naukowe, utrwalaniu jej w piśmie i porządkowaniu w postaci systemu. Zbieranie doświadczeń oznacza wreszcie gromadzenie faktów i danych oraz udostępnienie ich w postaci drukowanej w bibliotekach, a także w postaci audiowizualnej – w pamięci komputerów”.

***

Kostium „ceglany” otrzymał swoją historyczną narrację. Po latach, zupełnie inaczej niż malarska apologia Kobzdeja, już z odcieniem krytycznym, do historii budowy Nowej Huty podszedł Andrzej Wajda w swoim filmie Człowiek z marmuru (1976). Główny bohater Mateusz Birkut ucieleśnia wielu: przodowników pracy, ludzi społecznego awansu, pełnych nadziei, pozornych zwycięzców systemu, którzy okazali się późniejszymi przegranymi.

Wajda włączył w swoją narrację dawne zdjęcia i Kroniki, dokonując swego rodzaju zabiegu found footage.

Zagadnienie udostępniania materiału w kontekście filmów found footage stanowi istotną kwestię dotyczącą polityki praw własności i domeny publicznej, zwłaszcza w obliczu historycznego obrazu w kinie masowym, stanowiącym narzędzie inżynierii społecznej wyobraźni.

Każdy kult, mit, potrzebuje swojego założycielskiego momentu, aktu fundacyjnego uruchamiającego zazwyczaj politykę historyczną (pamiętajmy jednak, że historia jest stosunkiem wobec przeszłości głównie w kulturze Zachodu, a nie we wszystkich kulturach), a w historiografii tzw. „praktyczną przeszłość” (określenie Michaela Oakeshotta) – sposób widzenia czasów minionych, którą posługują się grupy, jednostki czy instytucje w swoim praktycznym codziennym działaniu. Nie jest też ona wolna od politycznych uwarunkowań, a każde przedstawienie cechuje nieusuwalna względność.

W „używaniu” historii sztuka filmowa spełniała zawsze donośną rolę, pozostając najczęściej na usługach dominujących ideologii (również ze względu na jej ekonomiczny koszt – kino jako tzw. „sztuka droga”, podobnie jak architektura, uzależniona jest od wysokich środków finansowych), z nielicznymi wyjątkami współczesnego kina historycznego o emancypacyjnym wydźwięku. Filmowa historia ludzkości i jej społecznej recepcji z pewnością mogłaby już stanowić osobny przedmiot studiów. Sens zdania Lenina – „kino to najważniejsza ze sztuk” z premedytacją jest wprowadzany w życie przez różne władze, jak i siłę wszelakich dyskursów.

Przykład Nowej Huty pokazuje jak dawny kostium historii (robotniczy, komunistyczny), najpierw użyteczny i napędzający epokę, stał się późniejszym balastem i został odstawiony do szafy. Dziś wyciągnięto „sukienkę” tożsamości „antykomunistycznej”.

Nie mamy bezpośredniego dostępu do przeszłości. Reprezentacja to clou widzenia historii. Historia sztuki w swoim rozwoju przebiega od rejestrowania treści do rejestrowania formy i jej krytycznej analizy. Przeszłość nie istnieje bowiem obok jej przedstawień, ale „jest miejscem fantazji”, jak napisał amerykański badacz historiografii Hayden White. Nie ma zatem jednej historii, lecz różne znaczenia narzucane na przeszłe wydarzenia. Można jedynie porównywać ze sobą rozmaite wersje przeszłości, przyjmując tą najbardziej perswazyjną. Kino z kolei jest idealnym miejscem perswazji. „Nie daje tego, czego pożądasz, ale mówi jak pożądać”, cytując Slavoja Žižka.

Stworzone historie zdeterminowały kształt i funkcje miasta. Tak jakby nowohucianie nie mieli sobie zmieniać i swobodnie używać możliwości miasta. Zresztą stary Kraków, czy „żydowski” Kazimierz podobnie tkwią dziś w zakleszczonych stereotypach.

Jak pisze Hayden White w eseju Znaczenie narracyjności dla przedstawienia rzeczywistości:

„Umiejętność wyobrażenia sobie zbioru wypadków jako należących do tego samego porządku znaczeniowego wymaga jakiejś metafizycznej zasady. […] Innymi słowy, wymaga obecności „podmiotu” wspólnego dla wszystkich odniesień rozmaitych zdań rejestrujących wystąpienie „zdarzeń. Jeśli taki podmiot istnieje, to jest nim „Pan”, którego „lata” uważane są za przejawy Jego potęgi, sprawiającej, że wydarzenia mają miejsce”. Potrzeba centralnej zasady organizującej dyskurs, który jest jednocześnie „realistyczny i posiada strukturę narracyjną”. Jest nią zwykle postać świętego, władcy-demiurga, którego działanie uzasadnione jest dziejową koniecznością.

***

Na zdjęciu widzimy sytuację entuzjazmu wobec ceglanego ładunku. Moment nakładania ceglanego kostiumu na miasto stanowił w istocie jego akt założycielski. Robotnicy – oranci , niczym sekta wczesnych chrześcijan czy grupa pierwszych punków to jeszcze niesformalizowana jeszcze grupa wiary w sens układania porządku, ubierania kostiumu architektury i dziejów.

O mrocznej stronie gatunku nie był to jeszcze czas mówić…